Znów wędrujemy ciepłą ziemią, znów wędrujemy ciepłym krajem…
Właśnie trwający weekend upływa mi bez Maćka, gdyż bidulek siedzi nad pracą inżynierską i nie może do mnie przyjechać. W związku z tym namówiłam rodziców na wycieczkę do Bolesławca, w którym od połowy tygodnia trwa Święto Ceramiki. Jak wiadomo Bolesławiec słynie z wyrobów ceramicznych, a jego sława sięga daleko poza Polskę. Jeśli ktoś nie zetknął się z ichnimi wyrobami, to na zdjęciach poniżej jest mała próbka. Impreza ta jest zorganizowana na zasadzie jarmarku, na którym twórcy i producenci ceramiki mogą pochwalić się swoimi wyrobami. Jarmarkowi towarzyszą różne imprezy jak koncerty gwiazd, konkursy dla najmłodszych czy Parada Glinoludów, o czym szerzej będzie w następnym wpisie. Na uliczkach starego miasta, oprócz stoisk z ceramiką, można znaleźć stoiska ze starociami, antykami, stoiska spożywcze i wiele innych.
Jeśli chodzi o sam Bolesławiec, to w ostatnim czasie było o nim głośno w mediach, jednakże nie z powodu ceramiki. Tydzień temu został otwarty nowy odcinek autostrady A4, z Krzyżowej do Zgorzelca. W związku z tym samochody jadące do granicy niemieckiej, nie będą już zmuszone do przejazdu przez Bolesławiec. Z jednej strony miasto zyska na bezpieczeństwie i spokoju, z drugiej zaś wiele małych biznesów ściśle związanych z tranzytem przez miasto upadnie. Piszę o autostradzie, gdyż jestem żywo zainteresowana tym tematem. A wszystko dlatego, że za dwa tygodnie przeprowadzam się do Lubania, małego miasteczka pomiędzy Bolesławcem i Zgorzelcem i autostrada chcąc nie chcąc (bardziej nie chcąc) będzie przeze mnie często użytkowana. Stąd też moje większe zainteresowanie tym regionem. Tymczasem jednak zamykam swoje wszystkie sprawy we Wrocławiu i przez najbliższe dni jeszcze trochę leniuchuję :)
Dawno nas nie było na blogu, a w tym czasie wiele się zmieniło w naszym życiu. Przede wszystkim w maju Maciek mi się oświadczył, tak więc jestem już oficjalnie narzeczoną. Kto by pomyślał :) Ponadto pojawił się nowy członek rodziny, czyli ukochane dziecko Maćka – samochód o wdzięcznym imieniu „Smerfetka” ;) W związku z tym, że Smerfetka jest o wiele bardziej komfortowym środkiem transportu niż moja Corsa, tak więc nasze podróże przebiegają teraz w normalnej, klimatyzowanej temperaturze.
Pierwszą dalszą wyprawą nowym autem była zeszłotygodniowa wycieczka do Kłodzka. W ramach planu pokazania Maćkowi Dolnego Śląska i gór powoli zaczynamy zwiedzać południowe rejony Polski. Na Kłodzko zdecydowaliśmy się w związku z obchodami Dni Twierdzy Kłodzkiej. W programie miała być inscenizacja oblężenia twierdzy przez wojska francuskie, więc po cichu liczyłam na okazję do zrobienia niecodziennych zdjęć.
Zanim jednak rozpoczęło się oblężenie, mieliśmy kilka godzin na zwiedzenie Kłodzka. To małe, ale urokliwe miasteczko. Niestety po powodzi w 1997 roku i tegorocznych podtopieniach, wiele zabytkowych budynków stoi pustych. Podobno wciąż brakuje środków na remont, a wyburzyć ich nie można ze względu na status zabytku, tak więc w samym centrum miasta straszą turystów i popadają w coraz większą ruinę. Po zwiedzeniu starówki, skierowaliśmy się w stronę twierdzy, która tego dnia była oblegana przez turystów. Z punktu widokowego na twierdzy jest wspaniały widok na kotlinę kłodzką i pobliskie góry. Nie odmówiliśmy sobie też spaceru podziemnym korytarzem, który ze środka twierdzy prowadzi do centrum miasta.
Samo oblężenie twierdzy ściągnęło masę ludzi. Nic dziwnego, bo było na co popatrzeć. Rekonstrukcja bitwy była szczegółowo dopracowana. Żołnierze byli w XIX wiecznych mundurach, strzelali do siebie z armat, toczyli walki na zboczach twierdz, a w obozach każdej z armii czekały na nich ich kobiety ;) Kilka zdjęć poniżej pokazuje zaledwie kawałek tej wielkiej inscenizacji.
Po przedstawieniu byliśmy strasznie głodni, jednak w takim dniu znalezienie wolnego stolika w Kłodzku było praktycznie niemożliwe. Skierowaliśmy się więc do pizzerii „Jedyna” kawałek od centrum i była to bardzo zła decyzja, gdyż pizza, którą nam w końcu podano koło prawdziwej pizzy nawet nie leżała. Odbiliśmy to sobie później pyszną kawą mrożoną, na którą zabrali nas nasi kłodzcy znajomi :)
Do Kłodzka pewnie jeszcze wrócimy, ale dopiero gdy skończą się tam remonty i będzie można wejść na most podobno zbudowany na zaprawie z jajek. Jak się dowiedzieliśmy, jest on wzorowany na Moście Karola w Pradze, a z tego co udało nam się zobaczyć przez ogrodzenie, replika ta jest bardzo udana :)
Podczas ostatniego weekendu miałem wraz z Magdaleną przyjemność gościć, a zarazem sprawdzić się w roli fotografa na weselu mojej młodszej, a zarazem jedynej siostry Natalii i jej wybranka Tomka. Zapraszam zatem do relacji z tego wydarzenia…
Przed dzień uroczystości ślubno-weselnej, piątek, 17 kwietnia 2009, godzina 23:45, Dworzec Główny PKP w Gdańsku. Stoję na peronie 2 w oczekiwaniu na pociąg pospieszny „Pomorzanin” relacji Wrocław-Gdynia. Przez megafon słychać damski głos informujący o 5 minutowym opóźnieniu. Zaczynam nerwowo spacerować wzdłuż peronu. Czas leci powoli, w końcu jednakże zjawia się jak zwykle na lewym torze. Pociąg się zatrzymuje i wysiadają z niego one – Magdalena i ogromna (ciężka) walizka. Ośmiogodzinna podróż i atrakcje oczekujące na nas następnego dnia sprawiły, że po powrocie do domu wzięliśmy kąpiel i szybko wskoczyliśmy do łóżka…
Sobota była naprawdę szalonym dniem. Wstaliśmy około godziny 10, uroczystość w kościele rozpoczynała się o 16. Wydawałoby się, że 6 godzin to aż nadto na wszelkie przygotowania. To co się działo u mnie w mieszkaniu to sajgon. Bieganie z kąta w kąt, kolejne przygotowania. Przez wiele zależnych i niezależnych od nas czynników, znaleźliśmy się na ślubie z lekkim opóźnieniem. Całe szczęście wszyscy zdążyli dojechać (nie na czas) zanim się cokolwiek rozpoczęło. W kościele ciągłe pstrykanie zdjęć (bo jakże inaczej). Następnie samochodem pojechaliśmy do domu weselnego do Warzenka nad Jeziorem Tuchomskim. Popiliśmy, zrobiliśmy kilkaset zdjęć. Nawet zdarzyło nam się razem zatańczyć.
Niedziela to dzień odpoczynku, spacer i zdjęcia nad jeziorem. W Poniedziałek sesja zdjęciowa młodej pary na gdańskiej starówce i w Orłowie, czego drobny ślad można zobaczyć poniżej.